Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w Toruniu - Mój Alfabet

Komentarze

Anita Lewicka
5 lat 7 miesięcy
Thanks a lot! I wish you had got to know the place and the people, or vice versa. Anyway, generally...
Miri
5 lat 7 miesięcy
I was so moved reading about Teachers' Training College in Poland. I didn't get to know the place...

W 1990 roku pojawiły się w Polsce pierwsze Kolegia dla nauczycieli języków obcych, których to nauczycieli brakowało wtedy w szkołach. W 2015 roku zamykane są na dobre te instytucje, bo rynek nasycono, bo niż demograficzny zawitał do szkół, bo pieniądze zaczęły odgrywać większą rolę niż dbałość o to, aby dalej kształcić ludzi językowo. Długo by mówić o agonalnym stanie edukacji….. Ma to jednak być wpis, który pokaże Wam miejsce, które tak naprawdę ukształtowało mnie zawodowo i umiejętnie wprowadziło w dorosłe życie. Szkoła, szkoła życia w każdym wymiarze! 

Jestem więc naturalnie dumna, że skończyłam Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w Toruniu. Jeszcze bardziej napawa mnie dumą fakt, że przez osiemnaście lat byłam związana zawodowo z tym cudownym miejscem jako nauczyciel i metodyk. Każdy z Was w ten czy inny sposób związany z NKJO w Toruniu mógłby z pewnością stworzyć swój alfabet wspomnień dotyczący ludzi czy niezapomnianych tam miejsc. Alfabet określa zwykle stosunek emocjonalny, bo pod tym czy innym hasłem czy literą kryją się pojęcia bliskie naszemu sercu. Tak też jest w moim przypadku: sporządzając poniższy alfabet kierowałam się moimi wspomnieniami, podyktowanymi często głosem serca. A wiadomo nie od dziś, że przed pięknymi wspomnieniami czuje się często strach, bo nie można ich jeszcze raz przeżyć (Franco Scaglia). A szkoda!

A jak Aula (Sala 206)

To tutaj w Sali 206, w budynku Sienkiewicza 38 w Toruniu działy się wydarzenia skupiające ludzi różnych sekcji językowych, tzn. języka angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Kiedy studiowałam w NKJO (1990-1993), odbywały się tu Wigilie, imprezy kończące naukę na jednym czy drugim roku. Pamiętam, że na drugim roku na zajęciach z literatury brytyjskiej wystawialiśmy fragmenty Króla Leara, gdzie rolę tytułową przypadło w udziale grać mi, a Iwona, moja koleżanka z grupy, jako moja córka Goneril, robiła miny, podczas gdy ja próbowałam zachować twarz pokerzysty, rozdzielając moje królestwo pomiędzy moje trzy córki – oczywiście takie rzeczy, to tylko na scenie, na scenie NKJO. A moja grupa to była grupa: Sylwia, Aneta, Jola, Iwona, Agnieszka, Berenika, Żaneta, Alex czy też Jerry, jedyny mężczyzna w naszej grupie. Tyle wspomnień i tyle osobowości rozrzuconych po świecie….

B jak Biblioteka z Czytelnią i Centrum Multimedialnym   

Bez tego miejsca, które było swego rodzaju duszą NKJO, nie można sobie wyobrazić istnienia tej instytucji. Czy to Małgosia Borcz, Ela Wiśniewska, czy Agnieszka Miranowska: one  zawsze zapraszały do tego przyjaznego i słuchaczowi, i nauczycielowi miejsca, gdzie poczęstują nie tylko książką, ale i zaproponują herbatę, jak  i znajdą czas na rozmowę od serca. Jak dla mnie – tak powinna wyglądać idealna biblioteka.

C jak CLIL, czyli Coś w Języku Oprócz Języka

Jest to nauczanie języka przez kontekst (elementy z innych przedmiotów uczone w danym języku obcym – Content and Language in Integrated Learning). Hmmmm, gdyby nie NKJO, nigdy nie zainteresowałabym się może tym, co dla mnie jest obecnie kwintesencją proponowanego przeze mnie uczenia. Pasja, której mogę się oddać dziś metodycznie, rozkwitła dzięki charakterowi zajęć jakie miałam okazję prowadzić w NKJO od 1996 roku. Summa summarum, NKJO pozwalało rozwijać pasje i realizować się zawodowo. NKJO stanowiło dzięki temu swego rodzaju trampolinę do moich działań. Nigdy nie zapomnę o inspiracji, którą dawali niesamowici studenci NKJO.

D jak Dzień (Święto) Języków – Day of Foreign Languages

To przedsięwzięcie było realizowane od paru lat w NKJO, raz dłużej raz krócej, ale zawsze przy wielkim zaangażowaniu naszych słuchaczy. Najbardziej pamiętam to Święto organizowane w 2008, kiedy to miałam przyjemność współpracować z Aleksandrą  Krajczewską, prawdziwym organizatorem. Sekcje angielska, francuska, czy niemiecka prześcigały się w pomysłach promujących ich specjalności – od tych czysto językowych do tych kulinarnych. Uczta dla ciała i ducha. 

E jak Eyers, Timothy Eyers –

To moje metodyczne guru. W latach gdy studiowałam w NKJO, miałam wielu wspaniałych wykładowców, ale na pewno warsztat metodyczny otworzył przede mną ten właśnie nauczyciel, metodyk z Wielkiej Brytanii. Kiedyś, aby pokazać nam trudności wypływające z uczenia się języka, przeprowadził z nami przykładową lekcję języka tajskiego. To był swoisty majstersztyk, tak pod względem charyzmatycznej osobowości Tima, jak i od strony późniejszej wspólnej analizy metodycznej.

F jak Franek, Pan Franciszek Drzewucki

Bez niego czasami trudno byłoby mi przeprowadzić zajęcia z wykorzystaniem sprzętu audiowizualnego. Gdy coś się popsuło w Sali 201, gdzie zazwyczaj prowadziłam zajęcia z Historii Wysp Brytyjskich, wystarczyło zgłosić ten fakt do Pana Franka, który dwoił się i troił, aby coś się zawsze znalazło w zastępstwie wadliwego sprzętu. Dlaczego Pan Franek, a nie ktoś inny? Bo właśnie jego pamiętam od zawsze czy wtedy, gdy sama studiowałam, czy już wtedy, gdy uczyłam.

G jak grupy

Było ich wiele: te, kiedy to ja sama studiowałam i spotykaliśmy się grupami czy grupkami i te, które potem uczyłam. Ludzie się wymieniali, grupy się zmieniały, a jednak pamiętam niezapomniane indywidualności: Joanna Kiełkowksa-Kondej, Ewa Łuczak, Ania Kamińska, Darek Mazurowski, Piotr Wojsznis, Natasha Kuczyńska, Agata Furman, Agnieszka Szymańska, Anka Kowalska, Robert Wernerowski, czy Justyna Bącal. Trudno wymieniać i wymieniać: mogłabym przypominać Wam różne nazwiska w nieskończoność, bo każdy słuchacz był cząstką mojej pracy dydaktycznej i doświadczenia. 

H jak „Hi” czy „Hello”

To chyba najbardziej uniwersalne i międzynarodowe słowa, które można było usłyszeć wchodząc do NKJO. Każdy zrozumiał, każdy właściwie zareagował. Niektórzy już nigdy nie odpowiedzą na pozdrowienie: Sébastien Spaccasassi – niezwykły nauczyciel francuskiego ze Szwajcarii, Jakub Orzeł – muzycznie uzdolniony student ze świetną fonetyką angielską, Lilianna Szczepna – roześmiana absolwentka, świetny nauczyciel angielskiego. Pomimo że nie ma ich wśród  nas, są jednak cząstką naszych wspomnień z NKJO.

I jak Integracja Umiejętności (Integrated Skills)

Przedmiot Sprawności Zintegrowane z praktycznego bloku PNJA realizowany był przez trzy lata nauki w NKJO. Wydawał się potrzebny, a przygotowywanie autorskich zajęć sprawiało mi niekłamaną radość, gdy myślałam  jak coś wkomponować czy dostosować do poziomu danej grupy. Wiadomo nie od dziś, że NKJO dbało o indywidualizację procesu uczenia. Musze przyznać z perspektywy lat, od  kiedy to prowadziłam ten przedmiot, że wypracowanie wspólnego i spójnego programu do nauczania tego przedmiotu na pierwszym roku (poziom B2 – FCE), drugim roku (poziom C1 – CAE) czy trzecim roku (poziom C2 – CPE) nie byłoby możliwe gdyby nie zaangażowanie takich ludzi jak Iza Dąbrowska i Robert de Louw. Tych dwoje razem ze mną,  jak i z Tomem Andersonem od 2010r.,  stanowiło komisję PNJA na egzaminy ustne dla wszystkich grup w NKJO. Ich rzetelność, obiektywizm i analityczne podejście do egzaminowanych pozwoliło nam stopniowo wypracować pomyślnie i logicznie działający „team”. Nigdy nie pracowałam w lepszej komisji. Dziękuję Wam!

J jak Joanna, czyli Joanna (Ciechanowska) Przewięźlikowska-

To dzięki niej zrozumiałam podstawy metodyki. Zawsze jednak Joanna będzie mi się kojarzyć jako nierozerwalna część tandemu „Dramy”, która to inicjatywa mogła być świetnie realizowana właśnie dzięki niej i Anicie Jones Dębskiej. Anita kiedyś pokochała nasz kraj, potem rozkochała innych w dramie i poezji – po prostu w pięknie słowa. Wprowadzenie kursu dramy dla słuchaczy pierwszego roku sekcji angielskiej było istotnym psychologicznym doświadczeniem. Odkrywanie siebie przez auto-ekspresję, odnajdywanie swoich talentów scenicznych i wykorzystywanie języka w spontanicznych ćwiczeniach aktywizujących pozwalało zintegrować grupy i pomóc tym mniej ekstrawertycznym słuchaczom w wyjściu ze swojej skorupki. Drama skupiała też nauczycieli, ponieważ zarówno Joanna jak i Anita z sukcesem organizowały popularne festiwale i warsztaty dramy w murach NKJO. 

K jak Kurek, czyli Pani Dorota Kurek

Gdyby nie Pani Dorota, to ja chyba nigdy nie objęłabym organizacyjnie wszystkich papierów, których wymagało M.E.N., aby złożyć dokumentację na nauczyciela dyplomowanego. Pani Dorota ze stoickim spokojem tłumaczyła mi co i jak, a jak ja już wszystko chciałam rzucać (bo czasami moja cierpliwość się kończy, kiedy napotykam mur biurokratyczny), to Pani Dorota, niczym swoisty terapeuta, pomagała mi przebrnąć przez wszystko. Podobnie ciepłym nastawieniem do słuchaczy czy do kadry kierowały się zawsze Dorota Manelska, Kasia Sczotkowska czy Gosia Sobolewska.

L jak Lingua –

To łacińskie słowo to klucz do NKJO. Angielski, francuski, niemiecki i hiszpański zawojowały adresem Sienkiewicza 38, a nawet rozpanoszyły się pod numerem 36. Swego rodzaju „wieża Babel”, ale tu nikt nie wpadał w szał przy braku porozumienia, ale znajdował to porozumienie, łamiąc bariery językowe i udowadniając wszystkim dookoła, że można i że warto uczyć się języków obcych. A nauczyciele języków obcych byli, są i zawsze będą potrzebni – szkoda tylko, że politycy i władze tego nie zauważają, a sami są często na bakier z językami obcymi. Co za wstyd na spotkaniach międzynarodowych dla takich pań czy panów!  Im więcej takich instytucji języków obcych na polskim rynku oświatowym, tym większa może być świadomość międzynarodowa społeczeństwa. Wysyłając naszych absolwentów do różnych szkół, dawaliśmy pracodawcom ludzi myślących, otwartych na problemy innych, potrafiących uczyć nowoczesnymi metodami i mogących ustawicznie doskonalić swój warsztat metodyczny na kursach i zajęciach oferowanych przez NKJO dla nauczycieli czynnych zawodowo przy zaangażowaniu Pani Beaty Tomaszewskiej, metodyka NKJO i doradcy z CODN KP.

M jak Mentor, Mój Mentor -  Edward Maliszewski

Mój Mentor - ojciec tej placówki, pierwszy dyrektor NKJO, człowiek z klasą, pasją, wizją i misją. Osobiście wspominam dyr. Maliszewskiego jako nauczyciela fonetyki i niedościgniony model wymowy brytyjskiej. Na zawsze będzie dla mnie symbolem NKJO i wysokiej klasy szefowania wspólnie ze swoją zastępczynią - Panią Bożeną Zientarą. A takich mentorów mieć to naprawdę super sprawa! Jest brać z kogo przykład.

Nasi słuchacze tez mieli swoich mentorów, którzy otaczali ich opieką w czasie praktyk pedagogicznych na trzecim roku. Jako metodyk i jeden z opiekunów praktykantów, hospitowałam naszych słuchaczy, którzy w klasie  dzielnie „walczyli”, wygrywając bitwę  i zaskakując mnie  pomysłami metodycznymi. Często też, już w rozmowach pohospitacyjnych, słuchacze wychwalali swoich mentorów. Wiele im zawdzięczali. Wymienię paru mentorów, którzy są wspaniałymi nauczycielami angielskiego, z których to nasi słuchacze mogli brać przykład. Niektórzy z tych mentorów to: Beata Tomaszewska i Anna Kufel z L.O. nr V, Beata Trapnell i Anna Willa z ZSPS i VIII L.O., Agnieszka Bandrowska z L.O. nr IV, Agnieszka Piluś z Gim. Nr 11, Krzysztof Malinowski z L.O. nr VI, czy Łukasz Sawicki z L.O. nr I. Też im dziękuję, że potrafili tyle przekazać praktykantom, którzy tym bardziej zachęceni byli do nauczania w przyszłości.

N jak Nauczyciel

Mimo tego że w Polsce mówi się o negatywnej selekcji do zawodu, to my staraliśmy się zawsze kształcić przyszłych pasjonatów. Jeśli nasz absolwent zatrudniany był (czy jest) w placówce oświatowej, to z pewnością jest to właściwa osoba na właściwym miejscu.  Z biegiem czasu zdarzało się, że przychodzili do nas studiować słuchacze, którzy w szkole średniej byli przygotowywani przez naszych absolwentów. Jedni i drudzy są świetni. I wtedy dociera do ciebie, że warto uczyć. I że to najlepsze miejsce!

O jak O Królu Arturze!

Jest to tytuł warsztatów zrealizowanych przeze mnie w 2009r. w ramach Festiwalu Nauki i Sztuki UMK. Rok wcześniej prowadziłam warsztaty o zabawach językowych. Takie  warsztaty przyciągały uczniów z toruńskich szkół, którzy chcieli w oryginalny sposób pogłębić swoją znajomość języka. Na moich warsztatach korzystałam z  pomocy studentów drugiego i trzeciego roku specjalności język angielski. Pan Łukasz Witowski, Pan Zbyszek Bułecki, Pani Paulina Wróblewska, Pani Alicja Żurowska i Pani Joanna Balcerowicz potrafili logistycznie objąć aulę wypełnioną młodzieżą ze szkół toruńskich.

P jak Profesjonalna współpraca z innymi Nauczycielskimi Kolegiami Języków Obcych

Dzięki współpracy z innymi Kolegiami Nauczycielskimi,  wprowadzony został i sukcesywnie był realizowany na przedmiotach praktycznych Program Stegneński, który powstał w marcu 2000r. i stanowi szczegółowe wytyczne do tematów, celów i sprawności do zrealizowania przez trzy lata studiów w ramach praktycznej nauki języka angielskiego. Jako jedna z  koordynatorek  projektu, starałam się przedstawić wszystkim wykładowcom praktycznej nauki języka angielskiego ideę standaryzacji, jak i wzmocnić współpracę międzyprzedmiotową w obrębie PNJA.  Program ten to produkt ścisłej współpracy z Kolegiami Nauczycielskimi Polski Północnej (Gdańsk, Elbląg, Suwałki). Miałam przyjemność pracować ze wspaniałymi ludźmi przy tworzeniu tego bardzo praktycznego dokumentu. Kolegium toruńskie reprezentowałam razem z Agnieszką Chabros, z którą często wspierałyśmy się i pomagałyśmy sobie w różnych przedsięwzięciach.

R jak Renesans

Renesans nie tylko w sztuce i literaturze, ale także w kształceniu. Aby z sukcesem funkcjonować we współczesnym świecie, nie wystarczy wiedza, ale także umiejętności interpersonalne czy technologie informacyjne oraz czerpanie z  wielu źródeł. Są to tzw. umiejętności miękkie, ostatnio modnie umieszczane w podręcznikach do nauki języków obcych i często mówi się o nich jako o  „Umiejętnościach Życiowych.” W tym też kierunku idzie współczesna metodyka nauczania języków obcych. Nauczyciel staje się człowiekiem renesansu: zna gramatykę, zna słownictwo, potrafi właściwie wymówić to czy tamto słowo, potrafi rozwinąć umiejętności językowe swoich uczniów. Jednak jest on także trenerem osobistym, bywa terapeutą, potrafi negocjować, wdraża strategie, itp. Nasi słuchacze zostali wyposażani w różne zagadnienia metodyczne, które mogą z powodzeniem realizować na zajęciach, gdzie „miękkie umiejętności” są ważne.

Dla mnie osobiście Renesans jest jedną z najwspanialszych epok w dziejach ludzkości: ten włoski z pasji językowej, ten angielski z racji uczonego przeze mnie przedmiotu w NKJO. To właśnie na Historii Wlk. Brytanii w 2. semestrze zajęć realizowany był co roku projekt „Sześć Żon Henryka VIII”, gdzie słuchacze przedstawiali różnymi technikami profile czy to Katarzyny Aragońskiej czy Anny Kliwijskiej. Po tych projektach, z upływem lat,  widać było rozwój technologii i metodyczne zaplecze słuchaczy: kiedyś była to niesamowita sztuka „Wieczór Panieński”, kiedyś seans spirytystyczny, innym razem teatrzyk kukiełkowy, a potem różnorakie i zawsze interaktywne prezentacje w Power Point. Temat do przygotowania  zawsze pozostawał ograniczony, a kreatywność słuchaczy - nieograniczona.

S jak sale lekcyjne w NKJO

Tam, gdzie ostatnio była szatnia, przedtem znajdowała się sala komputerowa. Niektórzy pamiętają jeszcze czasy, gdy w NKJO funkcjonował bar w miejscu, gdzie ostatnio było zaplecze techniczne. Królowała wtedy sałatka z sosem musztardowym. Pachniała trochę przyjemniej niż kebaby z „Geppetto” czy obecnie grillowane przysmaki z „Widelca”. W ciągu tych 25 lat przenoszono też pokój nauczycielski, czytelnię, sekretariat ds. studentów… trudno by było niektórym absolwentom odnaleźć się teraz w tym labiryncie.

T jak tablica

Sama tradycyjna tablica już nie załatwi wszystkiego – co prawda nauczyciel może przeprowadzić lekcję przy użyciu znaczka pocztowego czy też spinacza, jak to często powtarzał mi profesor językoznawstwa, Waldemar Skrzypczak, ale często sięga się dalej, żeby nie zanudzić uczniów. Dzisiaj, obok tablicy i biurka, stoi laptop i rzutnik multimedialny, sama tablica stała się „interaktywna”. Technologia bombarduje uczenie i nauczanie -  i to z każdej strony – jest w e-podręcznikach, jest w e-słownikach, jest w językowych aplikacjach na smartfony i w oprogramowaniu komputerowym, wspomagającym uczenie się języków obcych. Chodzi o to, żeby ucznia obudzić, żeby rozbudzić, żeby pobudzić,  a na pewno, żeby nie zanudzić. Tylko żeby samo nauczanie nie wymknęło nam się spod kontroli, bo niedługo i nauczyciel zniknie, a hologram się pojawi.  Tylko że ja nie chcę tak odczłowieczonej lekcji. Uczono mnie zawsze w NKJO i powtarzałam to studentom z uporem maniaka, że empatia i ukierunkowania na ucznia są najważniejsze. Należy wzmacniać kinestetyków, wzrokowców czy słuchowców różnymi bodźcami, ale nie zastępować „ludzkiego czynnika” elektroniczną emotikoną uśmiechniętej buźki. A….. zrobić lekcje wokół znaczka czy spinacza to sztuka!

U jak ulubione filmy

W latach 1998 a 2002 działał w NKJO klub filmowy, do którego zapraszałam pasjonatów kina, by oglądać brytyjskie czy amerykańskie produkcje, wtedy jeszcze na kasetach wideo („Notting Hill”, „Szaleństwa Króla Jerzego”). Była miła atmosfera, było wino i były dyskusje w języku angielskim po obejrzanym filmie. Czasami też wybieraliśmy filmy Almodovara („Wszystko o mojej matce”), ale problematyka filmów i tak omawiana była w języku angielskim.

W jak Winiarska, Klaudia Winiarska

Gdyby ktoś jeszcze do niedawna przeszedł się korytarzami budynku przy Sienkiewicza 38 lub zawitał do którejś z sal, to uwagę przykułyby na pewno obrazy / fotografie ze świata realizmu magicznego Klaudii Winiarskiej. Jako znawczyni literatury niemieckojęzycznej, jak i pasjonatka fotografii, Klaudia potrafiła intertekstualnie wyczarować obrazy, które prowokowały do myślenia. Jej modelami byli często słuchacze i pracownicy NKJO. Na jednym z obrazów znaleźć można Panią Krysię z parasolem, a na innym zatopionego w lekturze Pana Krzysztofa. Magia i głębia czarowały i zapraszały do interpretacji. Ubogacone przez poezje czy fragmenty prozy, obrazy te stanowią element dydaktyki z interdyscyplinarnym podejściem do uczenia. Dzieła Klaudii można dalej zobaczyć w Internecie: http://fotoobrazy.rokity.pl/

Z jak Ziemer, Mary Ziemer

Mary Ziemer to Amerykanka przysłana przez Korpus Pokoju do pracy w NKJO. Gdyby nie jej trzyletnia praca z moja grupą, nie potrafiłabym napisać dobrego wypracowania po angielsku. Tydzień w tydzień pisaliśmy kolejny „esej”. Jak to często bywa, gdy ma się wymagających wykładowców, docenia się ich pracę i oddanie z perspektywy czasu.

 

Tak jak ja teraz co chwilę uświadamiam sobie, ile dała mi nauka i praca w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu.

Warto żyć marzeniami, a koledż dawał szansę ich spełnienia przez 25 lat swego istnienia. Tu warto było studiować ze względu na atmosferę, tu warto było pracować ze względu na atmosferę. Wielu zgodzi się ze mną, że NKJO to idealne miejsce pracy i trudno znaleźć takie drugie – mi się nie udało. Przez przyjazną atmosferę panującą w tym miejscu przez cały ten czas wiem teraz, że po prostu warto uczyć, nie tracąc jednocześnie pasji do nauczania. Warunkiem jest jednak takie właśnie miejsce stworzone i tworzone przez ludzi z pasją i dla ludzi, których pasja ma się rozwijać.

I takie to są te moje wspomnienia ludzi i miejsc, przynajmniej w formie alfabetu. „Zadbaj o swoje wspomnienia, bo nie jesteś w stanie przeżyć ich ponownie” (Bob Dylan). Jednak zawsze możesz wracać do nich, tak jak możesz wracać do ludzi, dzięki którym te wspomnienia zaistniały w twoim życiu.

Pozwoliłam sobie napisać te wspomnienia też po angielsku, żeby więcej ludzi dowiedziało się o NKJO w Toruniu. Jeśli chcielibyście podzielić się swoimi wspomnieniami z toruńskiego Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych, to zapraszam.

 

Uwagi:

 

  • Autorska wersja przedstawiona tutaj jest rozszerzeniem i modyfikacją tekstu Alfabetu (jedynie w wersji polskiej) opublikowanego w czasopiśmie nauczycielskim Silva Rerum (2010)
  • Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów oraz z grupy na FB „NKJO Toruń 1990-2010”.